środa, 12 lutego 2014

Gibraltar w jeden dzień czyli jak nie zostać okradzionym przez małpy

Pierwszy autobus z Malagi miałam o 11:00, ostatni powrotny o 19:00, co przy dwugodzinnej podróży dawało mi jakieś 6 godzin. Kiedy dojeżdżając na miejsce zobaczyłam górę na jaką miałam wejść by spotkać się z małpami delikatnie się wystraszyłam, że może nie starczyć mi czasu, więc gdy tylko autobus się zatrzymał wystrzeliłam jak z procy. Samo dojście do wejścia do rezerwatu Upper Rock okazało się dość męczące. I nie chodziło tu nawet o tysiące schodków prowadzących przez miasto, czy o słońce, które grzało wyjątkowo mocno jak na tę porę roku. Najbardziej wykańczające były tłumy turystów, które były dość zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że było po za sezonem. A może to nie turyści? Gibraltar jest ponoć jednym z najbardziej zaludnionych miejsc na świecie...
Dojście do wejścia do rezerwatu zajęło mi, razem ze zgubieniem się, ok 30 min. 30 min wchodzenia po schodach w pełnym słońcu, wśród rozlazłych turystów. Kiedy dotarłam, dowiedziałam się, że nie przyjmują krat płatniczych, tylko gotówka (a najbliższy bankomat jest, a jakże, na dole). Po zapewnieniu, że nie będę wchodzić do żadnych jaskiń, zamków i tym podobnych, że chcę zobaczyć tylko małpy, przemiły pan w budce powiedział, że w takim razie skasuje mnie tylko 1euro (wszystkie wejścia to koszt ok. 28 euro). Wysypuję więc na tacę kilkanaście 1, 5 i 10 centówek na co pan mówi mi, że muszę mu dać monetę 1 euro bo on ma automat do biletów.
Tutaj prawie się rozpłakałam.
Ostatecznie pan mnie po prostu wpuścił za darmo, za co chcę mu gorąco podziękować; dziękuje Panu!
Przy wejściu dowiedziałam się również gdzie mogę znaleźć małpy, główny cel mojej podróży. Z ręcznie rozpisaną mapką ruszyłam pod górę.
Szłam już jakiś czas... Widoki przepiękne, Afryka woła z drugiego brzegu i nagle... Pojawiła się. Siedziała nieruchomo na środku drogi, słabo widoczna bo słońce wisiało idealnie za nią. Stałam 15 minut bojąc się wykonać najmniejszy ruch... a jeśli ma wściekliznę? A jeśli się na mnie rzuci? A jeśli zza krzaka wyjdzie 30 innych jej towarzyszek? W końcu jednak się odważyłam i zaczęłam pomału podchodzić. W międzyczasie cichutko, niczym ninja zaczęłam wyjmować aparat z torby. W pewnym momencie się poruszyła. Przechyliła się delikatnie na lewo i... upadła na twarz. Podeszłam szybko bliżej by zobaczyć czy nic jej nie jest. Okazała się być pustą torbą z McDonalds...
Brawo!
Doczekałam się jednak swoich małp. Były dokładnie w tych miejscach, o których wspomniał mi pan z okienka. Pierwszą zobaczyłam będąc zupełnie sama na drodze. Zorientowałam się, że tam siedzi będąc jakieś 3 m od niej. Wystraszyłam się i zrobiłam krok do tyłu. Małpa w sekundę wyczuła mój strach zeskoczyła z murka i złapała za moją przewieszoną przez ramię torbę, Szarpałam się z nią jakiś czas rozważając czy nie oddać jej torby (w której miałam również laptopa...). Na szczęście w ostatniej chwili zza zakrętu wyszli moi obrońcy - para sympatycznych Niemców. Zaczęli wykrzykiwać losowe słowa po niemiecku i małpa wróciła do iskania swego dziecięcia. Później trzymałam się już tylko (obcych) ludzi. Wysoki tęgawy Brytyjczyk opowiedział mi, że jedna zeskoczyła mu z drzewa prosto na plecy i próbowała otworzyć jego plecak.
Przyszedł moment by zacząć pomału wracać. Aby to zrobić musiałam niestety oddalić się od ludzi. Szłam drogą już jakąś chwilę będąc pewną, że wszystkie małpy zostawiłam dawno za sobą. A jednak. Spojrzałyśmy sobie w oczy. Od razu wyczuła mój strach i zaczęła iść w moją stronę wyciągając ręce... Nauczona spotkaniem z Niemcami zaczęłam krzyczeć Nie! No! Nein! Niet! Non! podświadomie zastanawiając się, co za różnica w jakim języku będę się bronić. Małpa uciekła, więcej mnie już nie niepokoiła.
Zejście z góry zajęło mi jakąś godzinkę. Kiedy dotarłam do dworca nadchodził już wieczór. W okół było pusto, przy wejściu do holu kręcili się jedynie podejrzani mężczyźni, najpewniej czyhający na nieuważnych turystów. Złapałam mocniej torbę. Zbliżając się do drzwi zobaczyłam jak jeden z nich szepcze coś do swojego towarzysza.
Przypomniałam sobie spotkanie z małpami. 
No tak. Nie okazuj strachu.
Zza winkla,tak jak wcześniej Niemcy, wyszła mi na ratunek stara hiszpańska babulinka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz